Szedł malarz po świecie z miną niewesołą.
Nie miał farb w palecie, pędzla i sztalugi.
Przystanął na chwilę, rozejrzał wokoło ...
nie uwierzył oczom, spojrzał po raz drugi.

Wiosna była. Mchy zielone, wokół łąki nieskoszone.
Wziął więc malarz bez obawy zieleni od mchu i soczystej trawy.
Włożył kolor do palety, lecz ich mało miał niestety.

Wiosna trwała, kwitły mlecze, więc tak malarz do nich rzecze:
Mogę żółci od was prosić? Łąkę będą wkrótce kosić.
Nie żyjecie długo wcale, ja w obrazie was utrwalę.
Oddał płatki każdy kwiat, malarz poszedł dalej w świat.

...

Gdy  zakończył barw zbieranie rozpiął płótno na blejtramie,
potem usiadł do sztalugi. Powstał obraz jeden ... drugi
pełen ciepła, pełen treści. Wszak pędzelkiem płótno pieścił.

Minie pewnie kilka lat zanim znów wyruszy w świat.
Wymalować musi przecież wszystkie barwy w swej palecie.