Węglowa opowieść Wanda Chotomska

Mruczy piec, mruczy kot pod piecem, mruczy Agatka. Piec mruczy, bo w nim napalone, kot
– bo mu ciepło i dobrze, a Agatka – ze złości. Bo została sama w domu i się nudzi. Tarmosi
kota za uszy, ale Mruczek nie chce się z nią bawić.
Śpiący jestem, Agatko, baw się szmatką, Agatko, lalce sukienkę uszyj, nie tarmoś mnie
za uszy.
Domyśla się tego Agatka z Mruczkowego mruczenia. Dała więc Mruczkowi spokój.
Spojrzała na piec. A od pieca szło senne ciepło i senny, różowy blask.
Podłoga była poziomkowa, z podłogi wyrastały nóżki krzeseł, podobne do rudego lasu,
a kubełek z węglem wyglądał jak gruby pień. Zakołysało się to wszystko przed oczami,
jakby płynęła, płynęła na stołeczku, przemienionym nagle w łódkę, przez wielki las, już nie
domowych sprzętów, lecz dziwnych drzew. I las szumi wachlarzami liści:
– Psst... cichutko, Agatka zasypia, płynie we śnie przez dziwny las, szumią palmy,
a skrzypy skrzypią, zaczynamy bajkę. Już czas.
Wtedy odezwał się węgielek z kubełka:
– Był las sprzed tysiącleci, woda zalała las. Zaśnij Agatko, bo teraz na bajkę – niebajkę
czas... Bajkę, bo tylko w bajkach ludzkim głosem mówi węgielek, niebajkę, bo tak było
naprawdę, taką prawdę odczytali uczeni.
Woda zalała las. Kiedy spadła, został muł – i ziemia coraz grubszą kołderką przykrywała
dawny las. Powietrze nie mogło się tam wcale docisnąć i drewno twardniało powoli,
aż zmieniło się w czarny węgiel.
I znów mruczy piec, mruczy kot pod piecem, tylko Agatka nie mruczy. Zapatrzyła się
na różowe blaski biegające po podłodze, na błyszczący kubełek, na światła ulicy goniące się
po ścianach pokoju.
– Tu...tu...tu... – trąbi za oknami jakiś samochód i Agatce zdaje się, że to ona na swoim
stołeczku, przemienionym w samochód, odjeżdża w daleką podróż...
Śpi Agatka, śpi. Samochód jej się śni... Żeby jechał samochód, benzyna jest potrzebna,
a benzynę też można zrobić z czarnego węgla.
Kołysze się Agatka na miękkim samochodowym siedzeniu i nagle – stop! – maszyna
zatrzymuje się przed apteką. I ze szklanych półek wołają różne lekarstwa:
– Chodź, Agatko, do apteki, chodź zobaczyć z węgla leki!
A okrągła, biała tabletka wytoczyła się aż na ladę i podskakuje, i wyśpiewuje:
– Aspiryna jestem mała, także z węgla, chociaż biała!
Sąsiedni sklep to perfumeria. Stamtąd właśnie wołają do Agatki perfumy z kolorowych flakoników.
– Powąchaj nas, Agatko! Pachniemy ładniej od kwiatków. Same sobie nie wierzymy, że też
z węgla pochodzimy...
Samochód wiezie Agatkę dalej, za miasto, widać tam jakąś wielką budowę. To buduje
się kombinat chemiczny, wiele rzeczy będzie się tu robiło z węgla. I nagle Agatka
przypomniała sobie, że mama, wychodząc, powiedziała:
„Postaw, córeczko, herbatę na gazie...” – a gaz też jest z węgla. Agatka przeciera oczy...
Mruczy piec, mruczy kot pod piecem, stołeczek jest znów tylko stołeczkiem, nie łodzią ani
samochodem, a blask padający od pieca wyzłaca węgiel w kubełku jak najprawdziwsze
złoto.